Archiwum z miesiąca: kwietnia 2008

20 kwietnia 2008

Łupawa14-17Maja04r.                                           Załoga (Kotwic i G)

Sprzęt (poliestry pożyczone

jak zwykle z kajaki.pl)            Piątek(14.04.2004)        17:50 odjazd SKM z kamiennego potoku do Lęborka. Tam o godzinie 19:30 odbiera nas P. Habka i wiezie nas do Kozina. Jedziemy krętą, dziurawą drogą. Mijamy ruiny starego mostu i jesteśmy na miejscu startu w wiosce Kozin. Po wcześniejszym uzgodnieniu z tutejszym gospodarzem, rozbijamy się na łace przy samej rzece.Sprawdzamy stan techniczny kajaków, jemy kolacje i kładziemy się spać by móc w sobotę jak najwcześniej wypłynąć.                Sobota(15.05.2004)            Budzimy się skoro świt, jednak silny deszcz zmusza nas do pozostania na lądzie. Czekamy, aż deszcz trochę odpuści byśmy mogli wypłynąć, jednak decyzja na chwile obecna brzmi - czekamy. Deszcz jest zbyt silny (wzmaga się wiatr) byśmy mogli płynąć na ostrej rzece której nie znamy. Jest godzina 11 – pogoda bez zmian, jesteśmy już po śniadaniu, rzeczy mamy szczelnie popakowane jednak pogoda zmusza nas do dalszego czekania.Godzina 15-deszcz siąpi-zapada decyzja o wypłynięciu. Godzina 15:15-wyplywamy. Zdajemy sobie sprawę ,iż mamy tego dnia nie wiele czasu na płynięcie - deszcz pokrzyżował nam plany.Do pierwszej elektrowni wodnej płyniemy około 10 minut. Rzeka w tym miejscu jest spokojna. Przy elektrowni lepiej przybić z prawej strony i tam przenosić kajaki (około 10m). Zaraz po przenosce zauważamy drewniany mostek przez cala szerokość rzeki, można pod nim spłynąć jednak trzeba się mocno pochylić by nie zahaczyć o niego głową. Po około 20 minutach zaczyna się trudny odcinek rzeki. Nurt znacznie przyspiesza i zaczynają ukazywać się powalone drzewa. Parę ruchów wiosłem i dostrzegamy pierwsze drzewo powalone przez calą szerokość rzeki(nie ma możliwości przepłynięcia, kajaki najlepiej przenosić prawa strona). Teraz zaczyna się prawdziwie górski odcinek rzeki Łupawa -oprócz szybkiego nurtu i powalonych drzew, zaczynają się ukazywać ogromne ,często słabo widoczne głazy. Miejscami są ich całe grupy-trzeba zachować szczególną uwagę!!! Po około 4 km, gdzie rzeka jest bardzo szeroka, a nurt w miarę szybki, wyłania się niezbyt wysoki ,drewniany mostek przez cala szerokość rzeki. Po lewej stronie jakieś 20 m przed mostkiem jest możliwość zrobienia sobie chwilowego postoju i przerwy na siku. Niżej rzeka na zmianę to przyspiesza to zwalnia, a kamienie są wszędzie. Trzeba uważnie czytać rzekę i nie ma miejsca na podziwianie terenów. Po około 2km widoczna jest rura z napisem ”kajaki w prawo”. Najlepiej jest od razu za rura przybić do lewego brzegu, wysiąść z kajaka i zrobić rozeznanie z brzegu…przenoska w tym miejscu jest bardzo utrudniona!!! Teraz bardzo przydają się liny.(opis ten pisze po latach i wiem już ,że w tym miejscu trzeba było skręcić przed znakiem w odnogę po prawej, w której nawrzucanych jest pare kamieni J)Po pokonaniu przeszkody płyniemy niżej. Po około 10 minutach ,ukazują się kolejne zwalone drzewa na całej szerokości rzeki(nie ma możliwości przepłynięcia). Przenoska kajaków w tym miejscu jest również ciężka (lewy brzeg wysoki a prawy bagnisty) i tak brodząc w bagnie po kolana przenosimy kajaki około 30 m. Następny odcinek rzeki na przemian zwalnia i przyśpiesza, a kamienie i drzewa są wciąż groźne, choć nie tak bardzo jak w górnym odcinku rzeki. Po chwili dopływamy do mostu i koło leśniczówki Flisów(droga, pks). Kilometr niżej koło zwalonego drzewa (ze względu na porę –godzina 20 i zmęczenie zapada decyzja o rozbiciu obozu).Po rozbiciu obozu i zjedzeniu obiado - kolacji następuje jedna z najmilszych chwil spływu, picie piwka i gorąca dyskusja na temat minionego i przyszłego dnia. Około godziny 23 małymi kroczkami zbieramy się do namiotu by położyć się spać i odpocząć po cieżkim dniu…Wieczór jest dość zimny, mamy na sobie pełne komplety ciepłych ubrań.Obstawiamy wspólnie, iż temperatura może wynosić około 5 stopni….ku naszemu zdziwieniu rzeczywistość była bardziej dramatyczna, namiot od góry do dołu pokryty był skorupą z lodu(zamarznięta rosa). Jesteśmy trochę przerażeni –jest bardzo zimno a nasze śpiwory mają temp optymalną na około 15 stopniJ  

Niedziela(16.05.2004)

  Zmarznięci i zmęczeni obudziliśmy się o godzinie 8.poczatkowo pogoda nie zapowiadała się ciekawie, jednak po godzinie słońce świeciło na czyściutkim niebie, aż do wieczora. Najlepszym dowodem na ładną pogodę była Wojtka kąpiel (ja jedynie zamoczyłem nogi). Po śniadaniu spakowaliśmy się i o godzinie 12 byliśmy zwarci i gotowi na dalszą przygodę. W miejscu naszego noclegu jest rozwidlenie, tu należy trzymać się prawej odnogi bo lewa jest zawalona drzewami. Nurt troche odpuścił, kamienie zniknęły , największą teraz przeszkodą stały się powalone drzewa na całej szerokości rzeki. Po około 1 km napotkaliśmy na zwalone drzewa(około 5 leżących wielkich dębów nie do przepłynięcia). Z prawej strony-wysoki brzeg, z lewej strony pomimo bagnistego terenu jedyne miejsce do przenoski. Następnie nurt to zwalnia , to przyspiesza. Jedynymi przeszkodami stały się leżące na całej szerokości rzeki całe skupiska drzew. Dopływamy do Łupawy gdzie znajduje się stary młyn, gdzie kajaki przenosimy lewą stroną około 15m.Po 5 minutach dopływamy do jedynego na całej trasie dobrze zagospodarowanego pola namiotowego lesnictwa łupawa…3 duże wiaty i kawal ziemi na obóz….W wiosce można zrobić zakupy w dobrze zaopatrzonych sklepach.Dalej rzeka jest spokojna – dużo zwalonych drzew. Dopływamy do miejscowosci Poganice w której miesci się restauracja  „Nostalgia” położona w starym młynie , oraz kolejna nie wygodna przenoska lewą stroną.Jemy tam obiadek (wart co prawda ¾ naszego budżetu na całe 4 dni ,ale było warto). Najedzeni i napojenie płyniemy dalej…Dużo czasu starcilismy na przenosce i na objadaniu się rybkami w knajpce wiec dużo czasu nie pozostalo nam na plyniecie.Rozbijamy obóz chyba w najdzikszym miejscu na całej Łupawie. jest pieknie i dziko. W pewnym momencie Wojtuś mówi ,że zaczyna padać deszcz i musimy uciekać do namiotu. Pomyślałem sobie „niedobrze wódeczka rozpoczęta a tu nas do namiotu natura wygania”no ale cóz takie życie z natura nie wygrasz! W miejscu gdzie się rozbilismy jest dużo drzew i ich korony nie przepuściły ani jednej kropli deszczu.Wydwało nam się to podejrzane ale sami słyszeliśmy jak krople walą o liście. Wszystko wyjasniło się gdy do zapalonej swieczki wpadł ogromnych rozmiarów trzmielJ. Okazalo się, że to nie był deszcz tylko rój trzmieli walących o liście nad naszymi głowami. Całe szczeście nie były to szerszenie bo z tymi nie ma żartów, a trzmiele jak to trzmiele polatały, pobrzeczały i poszły spać przed nami J.A my w spokoju skończyliśmy pierwsza jak i drugą buteleczke wódeczki J  

 

 

 

Poniedziałek (17.05.2004)

   

Ostatni dzień był krótki i najmniej uciążliwy .Bardzo mało powalonych drzew i jeszcze mniej głazów, typowo nizinny odcinek. Ostatecznie dopłyneliśmy do Strzyżyna i tam zakończylismy naszą pierwszą tak męczącą wyprawe po rzece Łupawie.

Łupawa amatorsko

20 kwietnia 2008

                                               

Witaj świecie!

20 kwietnia 2008

Witaj w Blog.kajak.org.pl. To jest pierwsza wiadomość, którą możesz edytować lub skasować, a później zacznij blogować!


kajak.org.pl - strona wszystkich kajakarzy