Białe Czerwone Białe

Wszystkie zajścia za nasz wschodnią granicą dziwnie zeszły się z zamiarami naszej grupy. Do tego stopnia, że mama patrząc w telewizor i widząc pałujących służbistów z KGB, kiwa na mnie znacząco głową. Do tej pory to do mnie nie docierało, wie się o łamaniu praw człowieka, jest się temu przeciwnym, tylko Wiadomości, telewizja, robią sobie z tego papkę, przyozdobioną niusem o śwince szukającej trufli, że łykam to bez mrugnięcia okiem. A już całkowicie wyzbyłem się niesmaku i to codzienne show nadawane o 19 30 dzieje się gdzieś tam, za siódmą rzeką. To straszne ale łapię się na tym.

Stało się już naszą lokalną tradycją, że świąteczne majowe dni i orbitujące je pracownicze, zamienione na urlopowe, spędzamy u naszych słowiańskich sąsiadów. 2008 to trzeci rok wyjazdów tego typu. W pierwszym nie mogłem brać udziału ze względu na obowiązki w szkole. Żałuję, bo ten pierwszy spływ był bardzo kameralny. Jednak drugi spływ na Ukrainie to był mój szczyt i obrałem sobie za punkt honoru popływać po Wołyniu. Nie tylko ja, ale też 20 innych osób. Tłoczno się zrobiło i mimowolnie podzieliliśmy się na małe grupki, palące swoje ogniska, śpiące w różnych miejscach. Atmosfera zgody przez nie wchodzenie sobie w drogę. Nie podoba mi się taki układ, który jest jednak nieunikniony na spływie trwającym dłużej niż jeden dzień. Muszę mu z żalem przyklasnąć. Jest to bowiem jedyny sposób, by pobyć, pośpiewać, wypić kieliszek z ludźmi, którym to odpowiada. Stworzyć grono osób rozmawiających otwarcie, przy jednym wspólnym ogniu, na jeden temat. Gdzie każdy może powiedzieć co myśli, coś zanucić i wie, że czyjaś rozmowa nie zagłuszy piosenki. Lubię kameralne spływy, na których płynę sam w kajaku.
Odebrałem już paszport. Trwało to od złożenia wniosku do odbioru, wliczając święta, dwa tygodnie. Ale i w kolejkach nie stałem, zarówno przy pierwszej jak i drugiej wizycie. Człowiek tylko łamaną polszczyzną ustawił mnie do zdjęcia upominając, bym tylko nie mrugał. Zdjęcie zrobił średniej klasy cyfrówką, ustawioną na solidnym statywie, co dodało jej i jemu profesjonalizmu. Po minucie nadrukował mnie w ośmiu egzemplarzach. Dobroczyńca.
Nie biegałem po mieście za tańszym specem, który zrobiłby to tą samą techniką, ten był pod nosem.
Jestem szczęśliwy. Miła pani we wnioskoskładajnym pokoiku mogła wybrać sobie mnie z ośmiu identycznych zdjęć. Wzięła dwa. Oczekując na zaproszenie, przyciąłem jeszcze jedno do formatu 3×4. Muszę je oddać. A ciągle mam jeszcze pięć! Ale zaraz, akapit o pałowaniu nie był bezzasadny, podobnie i tradycyjnym pływaniu.
Prypeć Ukraińska spłynięta, przynajmniej ta górna. Wyprawa na białoruską jej część opisana już w Wiośle. Ambitni, też chcemy być znów gdzieś pierwsi, a przy tym zorganizowani. Dlatego tym razem Słucz (ta po lewej, znaczy na Białorusi, bo Słucz, ta po prawej, ukraińska, to ona już spłynięta) i Stwiga, no i jako drudzy Prypeć. Plan iście piękny, sam sobie zazdroszczę ale oglądając telewizję doszedłem do wniosku, że nie możliwa jest prowokacja. Że jedziemy w gości i nikt nie chce by nas wyproszono, apeluję więc o odpolitycznienie III Spływu Rzekami II RP. Pomyślałem, i to całkiem poważnie, że koszula moro i takież same spodnie, mogą wzbudzić obawy o szpiegowskie zamiary pod pozorem uprawiania niewinnej turystyki. Ja wiem jak to brzmi, ale ten kraj jest dość dziwny przy całym swym pięknie. Widząc KGBowców pałujących ludzi martwię się, by nikomu z nas nie odmówiono wjazdu…

1 Odpowiedź do “Białe Czerwone Białe”


  1. 1 ESZA

    DO ZOBACZENIA NA BIAŁORUSI

Pozostaw odpowiedź




kajak.org.pl - strona wszystkich kajakarzy