26.04.08 Horodyszcze k/Pińska
Sobota. Święta Wielkanocne.
Wieś Horodyszcze nad jeziorem w bazie kajakowej, choć nie wiem gdzie tam można było popływać kajakiem. Tu spedzilismy pierwszą noc po podróży. Przywitać przyjechał nas prezes tamtejszego klubu kajakowego, rosły chłop, zdawało się, że wyczynowiec. Rozmawialiśmy o naszej trasie, pokazywaliśmy mapy, zabrane przewodniki.
Wieczorem odwiedziliśmy jeszcze sklep, by kupić podstawowe produkty, poznać trochę klimat białoruskiej wioski, miejscowych, obyczaje, kulturę podsklepowych staczny. Nie różnią się oni od naszych, mniej są jednak bitni, spokojniejsi, patrzący inaczej na obcych, nawet obcokrajowców, niż ci nasi, zadziorni wzrokiem i słowem.
Późnym wieczorem do naszego ogniska przyłączyła się grupka młodych chłopaków, sympatycznych i ciekawych nas. Dziewczyny, z którymi przyszli były płochliwe, małorozmowne, stojące trochę z boku. Wszyscy ubrani schludnie, jakby specjalnie na tą okazję.
Jeden mówił trochę po angielsku, moim łamanym angielskim i takiż samym rosyjskim pytałem go o sytuacje na Białorusi. Wyczułem niepewność i lekka niewiedzę, byli zadowoleni z sytuacji. Jak mówili, ich rodzice także. Nie ciągnąłem już tego tematu dalej. Poszli od nas wcześnie, pili mało. Robiłem zdjęcia, obiecałem wysłać na meila, który podał mi zapoznany chłopaczek.
0 Odpowiedzi do “Niebywałe Polesie. Dzień pierwszy”