Eskimo TopoDuo to kajak ekstrawagancki, jedyna dwójka górska w produkcji, której przeznaczeniem jest instruktaż początkujących kajakarzy. Nie wiedzą o tym Rosjanie i pływają nim wodospady. Ech, temat skoków coś się do mnie przyczepił.
Podziwiam ich, bo zrobienie eskimoski na dwójce nie jest takie proste.
W poprzednim poście napisałem o wyczynach Milesa Daishera skaczącego z samolotu siedząc w kajaku. Chociaż nie lubię “ekstremalistów” z logo byka na kasku, to z zaciekawieniem obejrzałem jego skok po raz pierwszy w filmie Burning Time. Najciekawsze jest ujęcie w którym skoczek spada głową w dół, nie może obrócić się w powietrzu i najzwyczajniej w świecie robi kabinę kilka tysięcy metrów nad ziemią. Kajaka po upadku nie pokazano (znaleziono?).
Pod koniec poniższego filmu jest opisany fragment.
Słyszeliście o Roll Rodeo Rock Out albo Speed Boat Driver?
Nie?
Nic dziwnego, że nie słyszeliście, bo można je wykonać będąc tylko jakieś 2500 metrów nad ziemią. Nie każdy ma taką okazję.
Pyranha pochwaliła się, że ma największy udział w sprzedaży kajaków ww w USA. Wyniki zostały policzone na podstawie ankiet sporządzonych przez właścicieli niedużych sklepów sportowych. Podsumowanie ankiet (również z innych dziedzin branży outdoorowej) można przeczytać tu.
kajaki ww
Pyranha Kayaks – 17%
Jackson Kayak – 13%
Wave Sport – 11%
Liquidlogic – 4%
Dagger – 4%
Dane uwzględniają tylko rynek amerykański i wiele marek jest u nas zupełnie nieznanych. Ciekawe jak takie zestawienie wyglądałoby w Europie, Polsce i globalnie.
O sukcesie Jamesa i Justina już pisałem w niusach kajak.org.pl. Wielki wysiłek, ogromne ryzyko i doskonała organizacja przedsięwzięcia - za to należą się wielkie brawa. Nie o tym jednak napiszę.
Mało kto wie, że dwa tygodnie po wypłynięciu dwójki Australijczyków, po drugiej stronie Morza Tasmana czwórka wioślarzy wyruszyła w przeciwnym kierunku niż dwaj kajakarze. W wyprawie “Trans-Tasman Basefx Rowing Expedition” wzieli udział Kerry Tozer, Andrew Johnson, Steve Gates i Sally Macready. Wypłynęli 29 listopada 2007r. z Hokiango Harbour na północy Nowej Zelandii by po 32 dniach przybić do kei w porcie w Sydney. Dosyć ciekawe jest porównanie trudności jakie napotkały dwie ekipy: kajakarze i wioślarze, są one zadziwiająco podobne: problemy z dryfkotwą i obawy przed uszkodzeniem kadłuba (zresztą obie konstrukcje są bardzo podobne) w miejscu jej mocowania, zepsute odsalarki, problemy z zasilaniem u wioślarzy.
Ktoś powie: niespotykany wyczyn, przepłynęli tyle kilometrów!. Zgoda, ale mało kto wie, że transoceaniczne wyprawy odbywają sie dość często. Co więcej, zespoły nawet się ścigają . Polecam obejrzenie strony regat wioślarskich przez Atlantyk.
Komentarze
RSS