Archiwum dla kategorii: Szlaki

Futa - wideo przewodnik

Przewodnik po Futaleufu:

Wisła dziurawa

Chciałem już wczoraj opisać krótki spływ Wisłą, który zrobiliśmy w sobotę, ale naprawa silnika blogów zajęła mi trochę czasu (o zepsutych nerwach nie wspominając).

Ładna jesienna pogoda zachęcała, żeby w weekend pomoczyć wiosło jeszcze przed nadejściem mrozów. Burza mózgów w piątek nad tym gdzie pojechać nie pozostawiła wątpliwości - Wisła. Nad jej zaletami nie będę się rozwodził, kto pływał ten wie ;-). Kwestią sporną był tylko wybór odcinka. Ja chciałem płynąć z Warszawy do Modlina, Piotrek odwrotnie: Świdrem i Wisłą do stolicy. Ostatecznie dałem się przekonać do tego pomysłu, tylko po to żeby zobaczyć ujście Świdra w jesiennych kolorach i poznać kilka ostatnich kilometrów tej rzeki.

Piątek zakończył się wrzuceniem kilku niezbędnych rzeczy do worka i sprawdzeniu pociągów do stacji Świder.

Sobotni poranek nie zachęcał do pływania, co więcej, samo wstanie z łóżka było trudne. Jednak czego się nie robi dla kajaków, szczególnie po podjęciu decyzji o spływie. Nie było odwrotu. Nad rzekę dojechaliśmy przed 11 zielonym pociągiem KM za śmieszne kilka złotych. Od stacji nad rzekę doszliśmy piechotą kilkaset metrów.

Na brzegu obok mostu kolejowego zrzuciliśmy sprzęt i poszliśmy szybko ocenić poziom wody na pobliskim bystrzu, które od trzech lat stało się miejscem szkolenia Habaziów. Nie obyło się bez rozmowy “co by było gdyby…” i jakim to wtedy świetnym miejscem do freestajlu byłoby to bystrze. Chwilę po rozmowie popędzany przez Piotrka zabrałem się za składanie kajaka.

Po kilku spływach mam już wprawę w składaniu wręg i podłużnic, ale zawsze zachwyca mnie precyzja  wykonania tego kajaka,  z pewnością starszego ode mnie :-)

Teraz, gdy wszytko zostało przygotowane do zejścia na wodę i rozpoczęcia najprzyjemniejszej części spływu, spotkało nas coś na co nie byliśmy najlepiej przygotowani. Kajak stanął na wodzie, ale po kilkunastu sekundach strużka wody rozeszła się pod listewkami podłogi. Po kilkuset kilometrach przepłyniętych Klepperem byliśmy przyzwyczajeni do cieknącej podłogi, ale nigdy nie pojawiała się tak szybko i w takim tempie. Trzeba działać - wyjmujemy kajak na brzeg i szukamy przyczyny - jest!, dziura o średnicy małego palca na samym dnie. Chwila zastanowienia, co robić, szczególnie że w perspektywie mamy ponad 20 km na Wiśle. Ja idę do najbliższego sklepu po taśmy, kleje, cokolwiek. Piotrek zostaje na miejscu i korzysta z tego co ma pod ręką. W sklepie oczywiście nic nie ma, ale na pobliskiej budowie dostaje trochę izolacji.

Gdy wracam, świeżo upieczony magister inżynier mówi, że zatkał dziurę kawałkiem karimaty :-) . Płyniemy!

Wody jest wystarczająco, aby nurtem przepłynąć bez wysiadania. To było obawą przed wyborem tego odcinka, ponieważ w czerwcu trzeba było ciągnąć kajak. Przy temperaturze październikowej nie wchodziło to w grę.

Na początku najbardziej interesowała nas wytrzymałość prowizorycznej naprawy kajaka.

Dlatego uroki rzeki zeszły na drugi plan. Moją uwagę zwrócił zimorodek, przelatując w charakterystyczny sposób wzdłuż rzeki. Na tle jesiennej szarości jego niebieski kolor wydawał się jeszcze bardziej nienaturalny. Po kilkuset metrach, trafiliśmy na duże zwalone drzewo na całej szerokości rzeki. Idealnie nadawało się na “rympał”, ale ze względu na poszycie, musieliśmy wysiąść i przenieść kajak.

Świder na tym odcinku płynie wśród gęsto zalesionych brzegów. Oprócz jednego drzewa, małego progu pod mostem drogowym (obniesiony) i krzaków, pod którymi spłynęliśmy tyłem (akurat wtedy zdjęcia robiłem i nie było rąk do wioseł) to nie było przeszkód. Wszystkie pozostałe można było ominąć.

Przed ujściem Świdra zaraz za mostem drogowym widzimy ślady aktywności bobrów.

Po około godzinie płynięcia na Świdrze dopływamy do Wisły. Zatrzymujemy się na chwilę odpoczynku i naprawę zatkanej dziury. Wodę, która się zebrała wylewamy dobrych kilka minut.

Niebo jest zachmurzone, ale nie pada i nie ma wiatru. Wiemy jak trudno może być w szerokiej dolinie kiedy wieje, więc teraz nie narzekamy.

Na Wiśle szybko płyniemy obok licznych wysepek i po pół godzinie mijamy ujście Jeziorki po lewej. W międzyczasie nad głowami przelatuje kilka małych awionetek, na których prowadzone są szkolenia pilotów. Wyraźnie odróżnia się od nich Antek, majestatycznie lecący powoli na południe.

W końcu dopływamy do mojego ulubionego miejsca przed Warszawą - Rezerwatu Wysp Zawadowskich. Tutaj nurt Wisły przeciska się między wysepkami i wystającymi konarami drzew, które mija się z dużą prędkością. Na brzegach wysp widać było ślady którędy bobry schodzą do wody. Ponieważ z reguły są dosyć strome, to śmiesznie musi wyglądać taki bóbr zjeżdżający do wody :-) . W zeszłym roku w okolicy Puław widziałem jak jeden wystraszony naszą obecnością uciekał z zalesionej łachy. Tuż za wyspami zacumowana jest pogłębiarka, która dwa lata temu napędziła nam sporo strachu, gdy w ostatniej chwili zauważyliśmy ją płynąc późnym wieczorem. Tym razem zrobiliśmy tylko pamiątkowe zdjęcie i popłynęliśmy w stronę Siekierek.

Dalej nie trafiliśmy już na nic szczególnego. Przed mostem Siekierkowskim kilka łódek z wędkarzami stało na kotwicach. W nurcie pod mostem stała barka z rusztowaniem, a wisząca przeprawa była malowana (ciekawe czemu tak szybko po budowie).

Dalej przepłynęliśmy obok Grubej Kaśki i chociaż nie powinno się podpływać za blisko, to dobrze zrobiliśmy, bo zaraz za nią cumował spulchniacz Chudy Wojtek (ale czułe te nazwy ;-) ) którego pływające platformy rurociągu przegradzały zewnętrzne zakole rzeki.

Przy wejściu do Portu Czerniakowskiego holownik prowadził 9 niedużych jachtów wielkości Omegi. Gdy wpływał do portu trafił na mieliznę i tworząc spore fale przepychał się po płytkiej wodzie. Spływ zakończyliśmy na wysokości Cytadeli. Tu na wygodnym betonowym nabrzeżu spakowaliśmy sprzęt i autobusem 118 wróciliśmy z sobotniego pływania.

Teraz jeszcze tylko trzeba naprawić dziurawe poszycie i może jeszcze ujrzy on wodę w tym roku. Dlatego na półkę go nie odkładam.

ps. Widząc piękną pogodę w niedzielę byłem zły, że nie trafiliśmy na taką dzień wcześniej, ale nie żałuję, bo trasa jest bardzo ciekawa. Polecam ją wszystkim pływającym pod Warszawą.




kajak.org.pl - strona wszystkich kajakarzy