Grudniowa Kamienica z przygodami ;-)

Tym razem na sobotni spływ zaplanowaliśmy dolny odcinek Kamienicy. Od samego początku jakoś nie bardzo nam się układało. Umówiliśmy się na 9 – tą a ostatecznie na wodzie byliśmy o 11 – tej. Popłynęło osiem jedynek i dwie dwójki obsadzone pojedynczo. Z tymi dwójkami to było tak , że ja proponowałem jedynki, ale koledzy stwierdzili że dwójki są bardziej stabilne i nie dali się przekonać. No więc ruszyliśmy. Kamienica jest z tych rzek gdzie na nudę nie ma miejsca od samego początku ( ruszyliśmy z Kamieńca ) . Już wkrótce napotkaliśmy liczne bystrza no i zwałki w przeróżnych kombinacjach. Według mojego nazewnictwa, rzeka jest bardzo atrakcyjna. Nasze opóźnienie na starcie ma znaczenie o tej porze roku bo dzień jest bardzo krótki. Już na pierwszych przeszkodach było widać że przed nami niezła walka, a w dodatku Marcinowi na wiosło upadła dosyć gruba gałąź i wiosło nie wytrzymało. Na szczęście w samochodzie było zapasowe, ale do samochodu Marcin szedł brzegiem rzeki ok. 2 km. My w tym czasie płynęliśmy dalej, ale szło to dosyć wolno na kolejnych przeszkodach i wkrótce byliśmy znowu w komplecie. Na tym dodatkowe przygody się nie skończyły bo na jednym z bystrzy wiszące nad nim gałęzie sprawdziły stabilność obu dwójek, które zaliczyły piękne wywrotki. Wkrótce potem kolega Mirek (już trzeci raz z nami jesienią) poczuł się źle i musiałem zorganizować jego powrót na bazę. W tej sytuacji z dodatkowego transportu skorzystali dwaj koledzy, którzy zaliczyli kąpiel i trochę bali się dalszego pływania. Stwierdzili, że było fajnie i jeszcze  wrócą tej zimy na rzekę. Troszkę szkoda, że nie dali się namówić na pływanie w jedynce bo właśnie teraz jest bezpłatna okazja dla mało wprawionych kajakarzy aby korzystając z naszego doświadczenia troszkę się podszkolić.
  Od tej chwili w siedmioosobowym składzie ruszyliśmy dalej. Już do samego końca były przygody  tylko kajakarskie, a więc pokonywanie najrozmaitszych przeszkód no i trochę wyścig z czasem bo do wieczora było coraz bliżej. Oczywiście przez cały czas spływu były w użyciu aparat fotograficzny i kamera bo co to za wywrotka na rzece bez dokumentacji no i wspaniałej pamiątki . Do Gałąźni Małej dopłynęliśmy prawie po ciemku gdzie czekał na nas Andrzej, z pięknie rozpalonym ogniskiem i kiełbaskami. Smakowały wybornie ! 
 Następną przygodę na wodzie zaplanowaliśmy na najbliższą sobotę. Będzie to pierwszy odcinek Skotawy. Jest to prawy dopływ Słupi, który płynąłem ubiegłej zimy i sądząc z prognozy, szykuje się spływ w zimowej scenerii. Są to widoki których się nie zapomina dlatego w imieniu załogi ekajaki.pl serdecznie zapraszam i pozdrawiam …Tadeusz

   P.s.  Dzwoniłem wieczorem do Koszalina  do Mirka i okazało się, że czuje się już dobrze i wkrótce znowu z nami popłynie. Bardzo nas ucieszyło jego dobre samopoczucie!

Spływ kajakowy rzeką Kamienicą : Kamieńc-Gałąźnia Mała

Leave a Reply