To co wydarzyło się na spływie Łupawą dziewiątego stycznia, przeszło nasze oczekiwania. Otóż pojawiło się siedemnastu chętnych gotowych na zimową przygodę na rzece. Była to ZBIERANINA
z Kołobrzegu, Słupska, Bydgoszczy, Gdańska, Lipusza,Koszalina, a nawet jeden kolega z Danii. Ta ZBIERANINA która pod moim przewodnictwem ruszyła na rzekę, to sami twardziele i tylko jeden jakoś się przemycił taki co to jeszcze nie pływał jedynką. Gdybym wiedział o tym przed spływem to pewnie zostawiłbym go w domu a okazało się że nieźle sobie poradził. Mieliśmy do pokonania 18 km Łupawy od Kozina do miejscowości Łupawa a więc najbardziej atrakcyjny odcinek rzeki. Tak duża grupa, trudna rzeka, w pełni zimowe warunki a do tego bardzo krótki dzień stanowiły nie lada wyzwanie. Na starcie zebraliśmy się o godzinie dziesiątej i maksymalnie szybko ruszyliśmy na rzekę. Dosyć silny wiatr i kilka stopni mrozu nie były problemem bo cały czas płynęliśmy pod osłoną lasu. Cały czas mieliśmy na uwadze wyścig z czasem żeby wieczór nie zastał nas na rzece. Cała grupa sprawiła mi ogromną przyjemność wspólnego pływania. Sporo już pływałem w zimowych warunkach i wiem na co szczególnie należy zwrócić uwagę. Chodzi głównie o wzajemną bardzo szybką pomoc w przebieraniu się po wywrotce, bo właśnie wtedy jest największe niebezpieczeństwo wychłodzenia organizmu. Spływ był bardzo udany bo zdarzyły się trzy wywrotki i dzięki temu dokumentacja zdjęciowa jest o wiele lepsza
. Natomiast za każdym razem WSPANIALE funkcjonowała wzajemna pomoc i nikt się nie przeziębił. Pomagaliśmy sobie nawzajem również przy pokonywaniu trudnych przeszkód.Robiliśmy cały czas zdjęcia trzema aparatami i dzięki temu mamy ich naprawdę dużo. Na rzece cały czas było co podziwiać, bo to co potrafi wytworzyć mróz na rzece tego nie da się opowiedzieć, to trzeba samemu zobaczyć. Wraz ze zbliżającym się wieczorem dotarliśmy do elektrowni w Łupawie a tam po króciutkiej przenosce dopłynęliśmy do pola biwakowego gdzie już czekały na nas samochody ale najważniejsze to rozpalone ognisko i obowiązkowe kiełbaski.Przy ognisku było tak przyjemnie że nawet nie zauważyliśmy kiedy się całkiem ściemniło i ruszyliśmy do domu.
Troszkę się bałem jak będzie na tak dużym spływie o tej porze roku. Okazało się że moje obawy były na wyrost bo wszyscy sprawili się świetnie. Gorące podziękowania tym którzy pełnili jakieś funkcje a więc : otwierający, zamykający i ci pomagający na przeszkodach i po wywrotkach. Nie wymieniam imion bo nie wszystkie pamiętam a nie chciałbym się pomylić więc dziękuję tak bezosobowo. Najbardziej dziękuję Wam wszystkim za to że stanowiliście na rzece wspaniałą grupę co najlepiej widać na zdjęciu zrobionym przy moście w Podkomorzycach.
Serdecznie Was wszystkich pozdrawiam i do zobaczenia kiedyś znowu na rzece…..
Tadeusz i załoga ekajaki.pl