Składakiem przez świat

Blog Jarka Frąckiewicza i Celiny Mróz

Syberyjska kuchnia.

23 października 2008 · Brak komentarzy · Bez kategorii

Już na podstawie mapy można było być pewnym, że nie będzie żadnych kłopotów z prowiantem.. Wsi i osad wzdłuż  rzek zatrzęsienie, aż do samego Barnaułu. W praktyce mieliśmy jedyne kłopoty na Jeziorze Eleckim – na własne życzenie. W Artybaszu kupuj ile chcesz i co chcesz. My jednak wybraliśmy się na jezioro z niewielkim zaopatrzeniem, licząc że na końcu jeziora będzie można zakupić żywność w bazie turystycznej. Pogoda jednak załamała się, przesiedzieliśmy dzień pod namiotem i nieco przegłodzeni, zawróciliśmy do Arybasza, skąd po biwaku wyruszyliśmy na Biję.  Na rzece prawie codziennie mogliśmy przystawać u brzegów i wybrać się na zakupy. Pewne trudności pojawiły się na Obie. Niepokoiło nas to, że wioski nie były widoczne z rzeki. Dolina rozległa, brzegi niskie, wioski schowane gdzieś głębiej w dolinie – wypatrzyć zabudowania prześwitujące poprzez drzewa i krzaki było nie lada sztuką. Z pomocą przychodzili nam wędkarze, ich życiowo dla nas ważne informacje ułatwiały dotarcie do upragnionego sklepu W odwiedzanych sklepach żywności dostatek, zwłaszcza tam, gdzie wieś większa i ludzie zamożniejsi. Zmartwieniem było nie to, czy coś zjemy, tylko jakie menu na najbliższe dni warto zaplanować. Toteż planowaliśmy jak wola – a to kołduny-gotowce, a to mielone smażone kotlety ( nie nadzwyczajne), chciało się, to smażyliśmy na patelni kawałki kurczaka. Jakkolwiek jedliśmy dobrze,. to mam wrażenie, że w pamięci naszej pozostanie prozaiczna, owiana historią „tuszonka”, konserwowane mięso wołowe lub wieprzowe. Był to wspaniały dodatek do zup, komponowała się z  makaronem, krojona na chleb czyniła śniadanie prawdziwą ucztą. Oczywiście cała kuchnia na ognisku. Łatwe zaopatrywanie się w żywność na spływie, to kolejny argument aby Ałtaj wysoko cenić i propagować. J.F.

→ Brak komentarzyTagi:

Spotkania na trasie

17 października 2008 · Brak komentarzy · Bez kategorii

Wyjeżdżam do Rosji bardzo chętnie, nie bacząc zupełnie na marudną i kosztowną niestety, procedurę załatwiania formalności wizowych. Gdy jednak mam już to z głowy, wyjazd do Rosji (na Syberię) jest kolejną zapowiedzią niebywałych przygód. Dotyczą one zawsze przyrody i zdarzeń rodzą się podczas spotkań z Rosjanami. Najogólniej mówiąc, stosunek Rosjan do nas jest bardziej przyjazny i życzliwszy, aniżeli gotowi jesteśmy to przyjąć u samych początków rozmowy. Żywe zainteresowanie nami i wyrażana od razu serdeczność, była dla mnie tym bardziej czymś zaskakującym, że nie raz obserwowałem jak rodacy z lekko wyczuwalną ostrożnością i pewnym dystansem rozpoczynali spotkania z Rosjanami. W każdym razie, my podczas przypadkowych przecież spotkań, czerpaliśmy pełnymi garściami wszystko, co się dało, ciesząc się rozmową, stołem, jednym słowem starając się niczego nie zgubić z tego co się wśród nas, rodziło. Fakt, trzeba znać choćby w byle jakim ale zawsze w jakimś stopniu rosyjski, no bo jak inaczej. Nasze języki są podobne tylko na tyle, aby wyrazić się dało jakąś prostą sprawę dnia codziennego: kupić i ile to kosztuje. Nie ujedziesz daleko z językiem dającym się zawrzeć we frazie „ja lublju tebia i twaju masziny”. Okazji do spotkań mieliśmy dużo, często sami szukaliśmy ich. Świadomie wybraliśmy „plackartnyj” wagon do Barnaułu, można powiedzieć, wagon sypialny bez przedziałów, bo zależało nam na kontaktach z Rosjanami. W takim wagonie chcesz czy nie chcesz w ciągu dwóch dób podróży, człowiek zaczyna czuć się, jakby był w rodzinie. Rozmowy, wspólne posiłki, wypita małośt’ w radosnej komitywie, to przecież najprawdziwszy klimat Rosji w podroży. To trzeba rozumieć i lubić. Na wodzie, widząc że kontaktów robi się mało, zaczynaliśmy się za nimi rozglądać. Przykład z wielu. W przedostatnim dniu spływania Obem znaleźliśmy się niespodziewanie w opałach. Na Obie jest tak, że z rzeki nie widać wsi, czy osady. Prowiantu zaczyna brakować, więc trzymając się z mapy dopływamy do brzegu, na którym gdzieś ta osada ukrywa się. Podchodzimy do pierwszej napotkanej osoby i pytamy, gdzie jest ta najbliższa osada. Gdy rozmówca nasz dowiedział się, że jesteśmy Polakami, nasze zakupy odchodzą na dalszy plan. Zaczyna się poczęstunek, podczas którego staje się oczywiste, że się dobrze znamy, rozumiemy się wyśmienicie, życie jest piękne i w zasadzie czemu mamy przedwcześnie rozstawać się? Motywowani jednak siłą woli siadamy do kajaka, mając jeszcze zamiar znalezienia tej nieuchwytnej wioski ze sklepikiem. Ale znowu, gdy wyszliśmy na brzeg, nieopatrznie dopytujemy się o drogę i wszystko zaczyna się od nowa. Tyle było w nas rozsądku, że siadając ponownie do kajaka byliśmy zgodni co do tego, że zrobimy najlepiej, jeżeli prosto popłyniemy na biwak, poprzestając na jakiejś cienkiej kolacyjce. Nie było inaczej, gdy to nie my, a Rosjanie przychodzili do nas. Już nie wymienię całego szeregu barwnych i ciekawych spotkań towarzyskich na brzegu rzeki, do których nieodwołalnie dochodziło, gdy pakowaliśmy do kajaka tylko co zakupioną żywność. W toku rozmów rodziły się prześmieszne anegdoty, które tylko nakręcony przez Wiesia film może odtworzyć. Ja poprzestanę na przygodzie, która przytrafiła się nam podczas pierwszego biwaku nad jeziorem. Stanęliśmy w ścisłym rezerwacie, było ładnie choć jak na biwak trochę za dziko - drzewa, krzaki, trawy jakieś liściaste… wolnej przestrzeni tylko na samym skraju, u brzegu. Pech chciał, że wracał do siebie pod wieczór strażnik rezerwatu. Nie kryliśmy się, więc nas zauważył. Wyłączył silnik, no i zaczęło się. Na wiosłach podpłynęli do brzegu, był z żoną. ”Potuszycie niemiedlenno ogoń” usłyszałem, a potem gorzko wypowiedziane uwagi, że tak w rezerwacie zachowywać się nie można. Próbujemy z lekka coś tam wyjaśnić, ale i tak wychodzi jakoś, że to strażnik przed nami jakby tłumaczy się ze swego postępowania. On szczerze nie chce nas zmuszać do opuszczenia rezerwatu, robi to z niechęcią, jakby wstydzi się tego. Proponuje nam miejsce u siebie w domku letniskowym. Nam też robi się przykro. Zasmuceni, że źle czuje się strażnik, obiecujemy natychmiastowe zejście na wodę i przebazowanie się na drugiej stronie jeziora, gdzie stawiać namioty wolno. Żegnając się obiecujemy, że w drodze powrotnej zostaniemy u niego na biwaku. Po dwóch dniach walki z deszczem i chłodem, wygłodzeni należycie, pod wieczór dobijamy do łąki strażnika. Już nie pamiętam jak było, zapewne bez rozglądania się, zabraliśmy się za stawianie namiotu. W czasie tej roboty znalazł się nasz strażnik. Zaraz po powitaniu znikł i pojawił się ponownie z wielkim garem barszczu. Wersalu żadnego nie było, jedno nasze dziękuję starczyło, rozumieliśmy się dobrze. Potem smażenie ryby. I gdy najedliśmy się i wróciliśmy po trudach wiosłowania do siebie, zaszliśmy do jego mieszkania w którym mogliśmy do woli ze sobą porozmawiać. Przy herbacie, patrząc na Wiaczesława, cieszyłem się, że spotkaliśmy prawdziwego, typowego rosyjskiego człowieka, nawet jego pociągła twarz miała coś z ikony. Rzecz jasna, nie nam roztrząsać o osobliwościach rosyjskiej duszy. Nam wystarczy to, co wiemy, a daje się to sprowadzić do przekonania, że pływanie w Rosji w Syberii bez spotkań z żyjącymi tam ludźmi nie miałoby sensu. J.F.

→ Brak komentarzyTagi:

Kleszcze

14 października 2008 · Brak komentarzy · Bez kategorii

Kleszcze.
Przed wyjazdem otrzymaliśmy wiadomość, że w Ałtaju trapi ludzi plaga kleszczy. Nie byliśmy tym zbudowani, pocieszalimy się wpomieniem o podobnych historiach u nas w kraju. Niby miały wyjątkowo się rozpanoszyć, kąsać i to chorobliwie, ale kiedy przyszło co do czego, to poza jaimiś tam sporadycznymi przypadkami, o żadnej infekcji i zagrożeniu nie mogło być mowy. Liczyliśmy, że i tym razem będzie podobnie. Niestety, zawiedliśmy się. Pierwszego dnia nic, ale w następnym, podczas krótkiego odpoczynku Wiesiek poderwał się i wykrzyknął: „Jarek, kleszcze łażą po wiośle”. Rzeczywiście jakieś małe dwa żuczki spacerowały sobie po wiosle ale żeby od razu miały to być kleszcze – to wątpiłem. W nocy prawda była goła jak kleszcz na udzie. Było tego mnóstwo. Codziennie wydrapywaliśmy po kilkanaście sztuk tego paskudztwa. Ałtajski kleszcz jest większy od rodzimego i może przez to łatwiej go po prostu paznokciem wydłubać. W dzień spotkania z nim nie sprawiały kłopotu, był i zraz usuwało się go. Gorzej nocą .Przypadek skrajny, gdy budziło swędzenie. Wiadomo było, że bestia już dobrze się wgryzła w miękkie twego brzucha i łatwo nie odpuści. Raz pomagałem sobie nożem, tak sprawę zaniedbałem. Po takim, zabiegu pozostawała ranka dość rozległa, źle wyglądająca, gojąca się powoli. I na tym się kończyło, tak w ogóle, można z kleszczami nauczyć się żyć, a w siłę różnych anty środków powątpiewam. . Będąc w temacie wspomnę, że nie trapiły nas komary. Ałtaj jest od nich wolny i jeśli wierzyć miejscowym, ma być to skutek cedrowych lasów w których robactwo to się nie pleni. Na Obie pokazywały się już komary, można było skutecznie chronić się przed nimi, stawiając biwak na skraju piaszczystych łach. Wieczorny wiatr natrętów wywiewał. J.F.

→ Brak komentarzyTagi:

Pogoda w Ałtaju

14 października 2008 · Brak komentarzy · Bez kategorii

Udało się nam trafić na dobrą pogodę, choć mieliśmy sposobność doświadczyć, czym ryzykowaliśmy wybierając się do Ałtaju nieco przedwcześnie. Ruszyliśmy na wyprawę w połowie maja. I choć w Artybaszu nad Jeziorem Eleckim znaleźliśmy się po trzech dobach podróży to i tak pośpieszyliśmy się nieco. Teraz wiem, że i 20 maja w tym kraju nie jest jeszcze najlepszym terminem do rozpoczynania wędrówek kajakowych. W maju spływają śniegi z gór; najpierw z niższych partii a później, kiedy słońce dobrze przygrzeje, ruszają lody ze szczytów. Wyższy stan wód w maju jest czymś normalnym, choć nie wykluczone są powodzie. Powodzi baliśmy się najbardziej i na ten temat staraliśmy się znaleźć najświeższe informacje. Dowiedzieliśmy się z ulgą, że powodzie nam nie zagrażają. Nie wywoływały w nas paniki wiadomości, że jeszcze nie jest ciepło. Na chłodne dni zabraliśmy ze sobą właściwe ubranie, kurki i buty, przygotowując się niczym na zimowe spływy Brdą czy Wdą.. To były dobre posunięcia, bez ciepłych rzeczy zamarzlibyśmy na amen. Jezioro Teleckie przywitało nas dobrą pogodą, choć czuło się chłody ustępującej z nizin zimy. Natomiast widoczne w oddali białe szczyty gór upewniały nas, że zima trzyma się jeszcze dobrze. Pierwszy obiecujący dzień na jeziorze był jakby pułapką, bo gdy tylko wpłynęliśmy w jego przestrzenie, pogoda zepsuła się całkowicie. Zaczęło padać, zrobiło się zimno. Cały następny dzień spędziliśmy w namiocie, pocieszając się, że może wreszcie przestanie padać. Przestało na tyle, że mogliśmy wrócić z powrotem do Artybasza ale po to tylko, aby znowu dzień chronić się w namiocie przed deszczem. Robiło się mokro i zimno. Wchodziliśmy na rzekę z nadzieją, że może będzie lepiej na Biji .Na nic nasze nadzieje. Gdy tylko zaczęliśmy poznawać pierwsze progi na rzece, dobrze zmoczeni zaskakująco wysokimi falami, znaleźliśmy się pod gradobiciem. Grad był gruby, gęsty, pędzony silnym wiatrem, bił nas po twarzach, oślepiał. Po prostu wymiótł nas z rzeki . W pośpiechu wyskoczyliśmy na brzeg aby jak najszybciej postawić namiot, przebierać się i bez zwłoki ruszyć po drzewo do lasu. Po prostu walka o życie. Gradobicie ustało a my już mogliśmy krzepić się herbatą, dogrzewać się przy trzaskającym ognisku. Wiedzieliśmy już, że łatwo przy takiej pogodzie nam nie będzie. Stopniowo wszystko stawało się wilgotne, chłód wdzierał się pod zimowe kurtki z którymi nie rozstawaliśmy się w dzień i w nocy. Ognisko - jedyny ratunek i podstawa wszystkiego na Syberii. Kto nie ma wprawy, u kogo ręka nie nawykła do siekiery, niech na Syberie się nie wybiera. Za późno na naukę, gdy deszcz, zimno, głodno a jedyny ratunek przy ognisku. Myśmy tę sztukę opanowali dawno. Ale i tak, perspektywa paru tygodni na wodzie przy niepogodzie nie budziła już w nas entuzjazmu. Jednakże szczęście zaczęło się do nas uśmiechać. Z każdym dniem było coraz cieplej. Po pierwszych chłodnych i deszczowych dniach na Biji, następne były coraz cieplejsze aż – niewiarygodne – trafiliśmy na falę upałów . Teraz musieliśmy uważać, aby nie spalić się pod słońcem. W takiej wspaniałej pogodzie dopłynęliśmy do samego Barnaułu. Jeżeli mielibyśmy komuś doradzać, kiedy najlepiej wyruszać do Ałtaju to powiedziałbym, że tam lato jest gorące i krótkie, trafi się na dobrą pogodę wybierając się na wodę w czerwcu i lipcu. Gdy z góry grzeje, wręcz pali z wszystkim można sobie poradzić

→ Brak komentarzyTagi:

Meldunek

8 października 2008 · Brak komentarzy · Bez kategorii

Mam do przekazania dobrą wiadomość. Chyba w Rosji drgnęło. Chcę poinformować, jak przebiegała u nas cała procedura tzw. „registracji”, która miała znaczenie przy opuszczaniu granic Rosji (Białorusi). Do tej pory przy wjeździe do Rosji, otrzymywało się karteluszek, na którym przy wyjeździe powinna znaleźć się pieczątka właściwego wydziału wiz i „registracji” komisariatu milicji. Pieczątka miała potwierdzać spełnienie obowiązku zameldowania się w miejscu, do którego nas zaproszono. Do tej pory ten właśnie papierek z pieczątką przysparzał nam niejakich niewygód podczas drogi powrotnej do kraju. Rzecz w tym, że człowiek zanurzony w lasach syberyjskich, nie miał najmniejszych szans na otrzymanie upragnionej pieczątki. Zdany więc był na łaskę i niełaskę służb granicznych. Co do mnie, przyjmowałem te niewygody spokojnie, omal nieporuszony. Pogodziłem się z tym, że dam stówę czy dwie „pogranicznikowi” i po kłopocie, to były koszty wyprawy. Tak praktykowałem podczas moich wcześniejszych pobytów na Syberii, pocieszając się myślą, że każdy jakoś żyć musi. Tym razem wszystko przebiegało inaczej. Na trasie naszego spływu mieliśmy parę większych miejscowości, w których spodziewaliśmy się otrzymać zameldowanie wraz z ważnymi pieczątkami na owych karteluszkach. Wypadło nam starać się o to w Bijsku. Pół dnia zajęło jeżdżenie po mieście wynajętą taksówką w poszukiwaniach właściwego „ oddielenija wiz i registracji”. A gdy je odnalazłem, stałem się współautorem zajścia, w którym jako podróżnik nie powinienem uczestniczyć. Chodzi o to, że wydział meldunkowy nie był w stanie nas zameldować, bo spływając rzeką, byliśmy bez stałego miejsca pobytu. Ja zaś ze swej strony domagałem się pieczątki, która miała potwierdzać, że byłem, choćby w Bijsku. Moje niezadowolenie wyrażałem nieco podniesionym głosem, wskazując że jakby świadomie stwarza się sytuację sprzyjającą niczym nie ograniczonej korupcji i upokarzaniu turystów. Mimo wszystko pieczątka była nieosiągalna. Cóż było robić, ruszyliśmy z Bijska w dalszą drogę przeświadczeni, że brak meldunkowych pieczątek na granicy wyrównamy „wzjatkami”. Tym razem czarny scenariusz się nie zrealizował. Rzeczy potoczyły się inaczej. W Brześciu nasze paszporty wraz z nie opieczętowanymi potwierdzeniami zameldowania podajemy „pogranicznikowi”. Ja mam przygotowane wystąpienie, w którym zamierzam wytknąć absurdalne wymogi stawiane turystom podróżującymi w Rosji. Czekam na właściwy moment, a tu nic. Oficer zwraca nam bez słowa karteczki i z paszportami opuszcza przedział wagonu. Za jakiś czas wraca, oddaje paszporty, my dziękujemy i żegnamy się. Po wszystkim, kultura. Co można o tym sądzić? Zdanie mam takie, że turysta – podróżnik został na granicy rosyjskiej dostrzeżony, niedopełnienie przez niego procedur meldunkowych przyjmuje się po prostu do wiadomości i tyle. Być może praktyka narzuciła takie rozwiązanie. Ale nie wykluczone, że trafiliśmy na życzliwego nam człowieka, może to był też turysta, który wiedząc w czym rzecz, odpuścił nam i sobie. Ciekaw jestem, czy nasz przypadek jest, czy też nie jest sygnałem polepszania się warunków podróżowania w Rosji.

Jarek F.

→ Brak komentarzyTagi:

Składakiem przez Ałtaj.

6 października 2008 · 2 komentarze · Szlaki

Mam o czym rozmawiać. Tego lata pływałem w Ałtaju, byliśmy we Włoszech i w Turcji. Zacznę od Ałtaju. Informuję wszystkich zainteresowanych, że rozpoznałem, moim zdaniem, szlak, który może być potraktowany jako wprowadzenie w Syberię. Rozumiem przez to rzeki do zrobienia, ciekawe, ale bez zbędnego ryzyka na początek. Przy tym trasy, na których nietrudno o zaopatrzenie, bo omal każdego dnia wioska po drodze. Dojazd i powrót na miarę Syberii wygodny i krótki. Z Moskwy do Barnaułu tylko dwie doby w pociągu, więc prawie nic, dodając do tego dobę z Moskwy do Gdańska.
Przepłynęliśmy, na zabranym ze sobą Tajmeniu, Jezioro Teleckie, rzekę Biję i Ob. Dotarliśmy do Barnaułu, omal do samego pociągu.
Jezioro Teleckie to perła spośród pereł, o wiele mniejsze od Bajkału, ale chyba ładniejsze i jeszcze mało w Polsce znane. Pełny rezerwat. Tydzień na nim to minimum.
Bija jest dwójkową górską rzeką, w sam raz na składak, choć mało kto potrafi sobie wyobrazić, czym jest dwójkowa syberyjska rzeka. Na niej też tydzień nam zeszedł. Dunajec przy Biji owszem, ale nie ta skala.
Zaś Ob poraził nas swym ogromem. Jedna z największych syberyjskich rzek, porozrywana niezliczoną ilością wysp i rozlewisk, z ginącymi poza linią horyzontu brzegami. Nie spodziewaliśmy się, że ta woda wiele nowego nas nauczy. Nasz trzeci tydzień, spędzony na Obie w słońcu i wietrze, zakończył się szczęśliwym dopłynięciem do Barnaułu.
Lepszej syberyjskiej wyprawy trudno sobie wyobrazić, a przecież pływałem tam już niemało. Ze względu na łatwy dojazd, naszą trasę można na różne sposoby modyfikować. Ja ze swej strony myślę o Katuniu i jeśli tylko okoliczności pozwolą, wybiorę się w Ałtaj jeszcze raz.
Jeżeli wzbudzę ciekawość swoją informacją, to dodam parę uwag o aktualnych sprawach paszportowo-formalnych, a jak nie, to też napiszę.
Jarek Frąckiewicz

→ 2 komentarzeTagi:···

SMS y od Jarka na spływie wzdłuż wybrzeża tureckiego od Kusadasi do Miramaris

14 września 2008 · 1 komentarz · Wydarzenie

15.08.2008, 08.36, „Hi Celina. Thanks for message. I will take care of him. Please write to details of Golden Leaves. I am coming on 17th September with a friend Tolga. Regards, Sevket.”.

17.08.2008, 01.26 „Jestem w Bukareszcie. Podróż luksusowa. Kładę się spać w luksusach w poczekalni. J”

17.08.2008, 16.22 „Jadę przez Bułgarię. Jest bardzo gorąco. Całuję. J”

18.08.2008, 21.55, „Yes, he did. He was OK. Bus left Istanbul at 3 p.m. So, he is on the road. Best wishes. Sevket”

19.08.2008, 8.28 „Śniadanie w Kusadasi. Tani camping. Spotkałem się z Sevketem. Upały nieziemskie, wypoczywam. Buziaki. J”

19.08.2008, 9.46 „Siedzę przy kawie w znanej mi przystani w Kusadasi i żal mi, że ciebie tu nie ma. Pogoda wspaniała. J”

20.08.2008, 7.02 „Pozostaję drugi dzień w Kusadasi. Wieczór spędziłem przy piwie z Francuzem. Ucałowania. J”

21.08.2008, 17.58 „Jestem 1 km na zachód od Panionion. Wiatr pomyślny, upał. Jest dobrze. Ucałowania. J”

22.08.2008, 17,23 „Jestem 1 cm przed Karine. Plaża dzika, ale odsłonięta przed słońcem. Wszystkim kawiarenkowiczom buziaki. J”

23.08.2008, 18.31 „Biwak na końcu laguny, baterie słabe, za dwa dni dotrę do ludzi. J”

24.08.2008, 16.19 „Didim. .J”

25.08.2008, 16.18 „1 cm na płd. – zach. od Kryikislacik. J”

26.08.2008, 18.11 „Starałam się i znowu klapa. Jestem na greckiej wyspie Kalymnos za sprawą wiatrów. J”

27.08.2008, 17.20 „Akyariar. J.”

28.08.2008, 14.58 „5mm na półwyspie z południa do Bedromu. Wypoczywam. Ze świeżych wrażeń: ucieczka Irakijczyków wpław na grecki Kos z polskimi podrobionymi dowodami. Całuję. J”

29.08.2008, 10.15 „W Bodronie. Piwo i zakupy. Pójdę brzegiem zatoki. Pustkowia. J”

29.08.2008, 15.55 „Palczasty półwysep na east od Kara Ada. Lunch: darowane z podziwu piwo od żeglarzy oraz puszka makreli. Buziaki. J”

29.08.2008, 18.02 „Lord. On this harbour only sandwiches and beer. J”

30.08.2008, 18.18 „Grubawy półwysep a na nim Oren. Ciężko, ale teraz będzie lżej. J”

31.08.2008, 14.36 „Ciężko, bo 12 godzin na wodzie z wiatrem. .J.”

31.08.2008, 14.31 „Wypoczynkowo. Pierwszy ząb widelca na południu. Nie chce mi się jeść. Na rowerach wypijcie moje zdrowie. Ucałowania. J.”

01.09.2008, 17.05 „Idę na zachód. Biwakuję w okolicach drogi nr 400. Wieje silnie z płn. - zach. J

02.09.2008, 14.05 „Wieje, musiałem stanąć, sztormik. Przeciąć półwysep nie można, bo stromo. Jestem gdzieś 5mm przed Inee Burun. Pojem, poczytam, może jutro wyrwę się zatoki. J”

03.09.2008, 15,20 „Datca. Dwa piwa., dwa tosty, kawa, wszystko na plaży. Spływ uratowany. Nawet nie myślę, co dalej. Ucałowania. J”

04.09.2008, 15.56 „Jestem prawie na końcu półwyspu Burnu. Bardzo dobre warunki. Jutro postaram się być jak najbliżej Maramaris. J.”

06.09.2008, 18.54, „Jestem w Maramaris. Hura. Trzy radosne piwa. Miasto cudowne. Marina mnie wczoraj nie przejęła, co zmienia nastrój. Jutro dzień wolny, techniczny. Wyjazd ustalony, ale szczegóły jutro z rana. Kochana, cieszę się. J.”

07.09.2008, 6.55, „Jestem na plaży miejskiej. Spokojnie się złożę i z wieczora ruszę na dworzec. Wyjazd o 6.00, w Istambule o 13.00. Przewoźnik Kamil Koc. Buziaki. J”

07.09.2008 „Co mnie wczoraj nagadali. Wyjeżdżam jutro o 9.00 i jestem wieczorem 22.30 w Istambule. Tak nie chciałem J.”

07.09.2008, „Dear Sevket. Jarek will go tomorrow from Miramaris to Istanbul, the 8th September, departure 9.00, arrival 22.30 to central bus station. Bus company Kamil Koc. Celina”

09.09.2008, 15.10, „Dear Celina, yesterday Jarek arrived.to Istanbul. He was our guest at home. Now I will let him bring to station. Everything fine. See you soon. Sevket”

10.09.2008, 20.06, „Za kilka minut ruszam do Belgradu. Dojadę na 4.00. J”

10.09.2008, 20.15, „No, jest już łączność.. Brakowało mnie jej. Zaczęła się jazda na improwizację. Szkoda czasu, choć staram się go nie marnować. J”

11.09.2008, 10.01, „Belgrad, tylko co przyjechałem. Pociąg do Budapesztu o godzinie 22.00. Fajnie, ale nie najlepiej. Ucałowania. J”

11.09.2008, 22.09, Wyruszyłem do Budapesztu. Może teraz pójdzie szybciej. J

12.09.2008, 05.59, „Już w Budapeszcie. Pociąg do Warszawy mam o 8.35. Chyba pójdzie dobrze. J”

12.09.2008, 08.58, „Jadę do Warszawy , ale na stojąco. Na razie jest licho. J”

12.09.2008. 09.48, „Jest już dobrze, jadę pierwszą klasą, ale licho nie śpi. Ucałowania. J”

12.09.2008, 18.21, „Teraz już tylko Warszawa. Pozdrowienia dla uczestników spotkania u Stefana .J”

12.09.2008, 21.24, „Warszawa, pociąg o 23.25, piję kawę i rozmyślam, czy brać kuszetkę. W Gdańsku będę o 4.17. J”

12.09.2008, 23.45, „Siedzę i jadę, pociąg przepełniony. Wszystko jest OK. J”

Jarek wrócił szczęśliwie po 3 tygodniach morskiego pływania w Turcji oraz 5 dobach podróży z Gdańska do Kusadasi oraz 5 dobach podróży z powrotem z Miramaris do Gdańska.

SMS y spisała Celina Mróz

→ 1 komentarzTagi:

Jarek Frąckiewicz płynie dalej szlakiem Wacława Korabiewicza wzdłuż wybrzeża Turcji.

7 września 2008 · Brak komentarzy · Wydarzenie

14 sierpnia 2008 Jarek Frąckiewicz wyruszył na swój trzeci spływ kajakiem wzdłuż wybrzeża Turcji.

W 2006 roku popłynął z niewielkiego miasteczka Barbaros nad Morzem Marmara, przeszedł Cieśninę Dardanele, na Morzu Egejskim spłynął wzdłuż brzegów na południe, mijając wyspę Lesbos skręcił na wschód, wchodząc do zatoki Edernit. Spływ zakończył na kempingu w Oranie, niedaleko miasta Edernit.

W 2007 z kempingu w Oranie wyruszył dalej na południe, kończąc spływ na greckiej wyspie Samos, z której już promem dopłynął do miasta Kusadasi w Turcji.

14 sierpnia 2008 Jarek wypłynął z Kusadasi i ma zamiar dopłynąć do miasta Miramar.
Celina Mróz

→ Brak komentarzyTagi:

Jarek i Wiesiu na spływie rzeką Bija i Ob

8 czerwca 2008 · Brak komentarzy · Wydarzenie

08.06.2008 Pomyliłam się, Oczywiście nie korespondujemy przy pomocy e-mailów, tyko SMS-ów. Oto SMS-y, które otrzymaliśmy od Jarka i Wiesia od wyjazdu do dzisiaj. Teraz już jadą pociągiem, w piątek13 czerwca będą z nami! Celina Mróz:

18.05.08, 16,41 Jesteśmy nad jeziorem Teleckim i pijemy stronga. Jest pięknie. Całujemy J iW

22.05.2008 17.22 Aniu, Jesteśmy u Wiaczysława – strażnika przyrody. Celinko, pisz do mnie. Jarka komórka nie odbiera twoich SMS-ów. Jutro płyniemy Biją. Ucałowania. J i W

23.05 13.30 Przed Biją. J

24.05.2008, 6.11 Chcemy wyjść na Biję, ale pada. J

25.05.2008, 5.54 Przestało padać, wreszcie wyjdziemy na Biję. Chłodnowato. Wszystkim ucałowania. J

25.05.2008 12.53 Aniu! Weszliśmy głęboko w rzekę za dopływ Jurtug. Zatrzymał nas obfity grad. Wiesiek

26.05.2008 4.55 Nie sypie gradem, nie leje. Wieczór przy wspaniałym ognisku. Dziś pogodnie. Buziaki. J

26.05.08 15.16 Wszystkie SMS-y od was dochodzą. Chłodnowato, płynęliśmy dziś pięknie, choć krótko. Buziaki. J

26.05.2008 15.44 Aniu, większość progów mamy za sobą. Przed nami jeszcze próg „Kipiatok”. Teraz wypoczywamy przy ognisku. Ściskam. Wiesiu.

27.05.2008, 6.06 Niżej Wierchbijska. Pogoda stabilizuje się, nie pada cieplej. Z wodą radzimy sobie znakomicie. Buziaki. J

27.05.2008, 14.53 Wszystkie progi za nami. Śpiewamy wespół w zespół. Pozdrowienia dla grupy śpiewającej. J

27.05.2008 15.11 Aniu! Przeszliśmy próg Kipiatok. Teraz prosta woda przed nami. Wiesiek

28.05.2008, 3.51 Ok., Szumarak. Dzisiaj pójdziemy dłuższym odcinkiem. Pogodnie. Co planujecie na sobotę? Ucałowania. J

28.05.2008. 3.56 Z tyłu siedzi W. Mocno fotografuje. Buziaki. J

31.05.2008 16.01 Jest łączność! Stoimy dzień przed Bijskiem. Upały Buziaki. J

31.05.2008 19.00 Aniu! Właśnie u nas zachodzi słoneczko. Jesteśmy już niedaleko Bijska. Całuję cię i ściskam. Wiesiek

01.06.2008 2.42 Życie towarzyskie ogranicza się do życia portowego przy wsiach nad rzeką Ucałowania. J

01.06.2008 8.27 Wiesiu, czy złapaliście dużo wielkich ryb?
Aniu, ryby są cwane- kundle jedne. Pozdrawiam ferajnę. Wiesiek

02.06.2008 2.38 Za parę godzin w Bijsku. Rejestracja. Całą noc lało, teraz chmurzy się. Jest OK. Buziaki. J

02.06.2008 14.48 „My priestupniki i naruszatiele zakona Federacji”. Rejestracja niemożliwa. Za to obiad znakomity. J

03.06.2008 2.32 Płyniemy do Barnaulu, ile się da. Pogoda dobra. Bijsk nas zmęczył. Ucałowania. J

03.06.2008 6.41 Aniu! Jesteśmy za Bijskiem i zaraz wpłyniemy w Ob. Spróbujemy dopłynąć do Barnaulu. Ściskam. Wiesiek

04.06.2008 2.55 Gdzieś na Obie. To duża bezludna rzeka – Sybir. Może do Barnaul dopłyniemy. Pogoda wspaniała. Ucałowania. J

06.06.2008 13.36 Wieje zdrowo, więc znaleźliśmy się do 40 km przed Barnaul. Teraz wreszcie wypoczywamy. Ucałowania. J

06.06.2008 15.21 Płyniemy zawzięcie do Barnaulu. Silny wiatr pchał nas 80 km do celu. Teraz mamy tylko 40 km do Barnaulu. Ucałowania. Wiesiek

07.06.08 3.19 Dzisiaj ostatni biwak przed Barnaul. Przestaje wiać, pogoda wspaniała. J

07.06.2008 16.29 Do Barnaul tylko ręką sięgnąć. „Czto priczał to pijanka.” Ucałowania. J

07.06.2008 18.45 Jesteśmy kilka km od Barnaulu. Jutro tam wpływamy, składamy kajak i nocujemy. No i wracamy. Wiesiek

→ Brak komentarzyTagi:

Jarek i Wiesiu w Ałtaju

7 czerwca 2008 · Brak komentarzy · Wydarzenie

Jarek Frąckiewicz i Wiesiu Michalak wyruszyli 14 maja z Gdańska na spływ rzeką Biją (Bija) w republice Ałtajskiej w Rosji. Ja i Ania Michalak żona Wiesia korespondujemy z nimi przy pomocy e-mailów. Do dzisiaj 2 czerwca 2008 opłyneli jezioro Teleckie i dopłyneli rzeką Bija do miasta Bijska.

Celina Mróz

→ Brak komentarzyTagi:·