Rozliczenie akcji poszukiwawczej dobiega końca.
Akcja poszukiwacza po Celinę i Jarka trwała 23 dni, toczyła się na trzech kontynentach.
Same poszukiwania od przyjazdu Tomasza Surdela do Peru do ujęcia mordercy we wiosce Tahuarapa trwały 11 dni.
Na akcję poszukiwawczą wpłynęło 45.260 złotych (wliczając w to 634 USD).
Koszty zagraniczne (akcja w Ameryce Południowej) wynosiły 21.000 złotych,
Koszty krajowe w tym głównie obsługa konta to wydatek 3.670 złotych,
Pozostałe pieniądze w kwocie 20.590 złotych chcielibyśmy wydać na ufundowanie nagrody im. Celiny Mróz i Jarka Frąckiewicza oraz na ewentualny dojazd Tomasza Surdela na proces morderców.
Dziękujemy wszystkim ludziom dobrej woli za ich działania, dobre rady i wpłaty pieniężne, dzięki którym bezprecedensowa akcja poszukiwawcza Celinki i Jarka mogła się odbyć.
Tagi:
Komitet organizujący akcję poszukiwawczą stara się znaleźć najwłaściwszą formę upamiętnienia śp. Celiny Mróz i Jarka Frąckiewicza.
Rozważamy przeznaczenie środków, które zostaną po zakończeniu wszelkich spraw w terenie, na nagrody za dokonania, popularyzację lub prezentacje kajakowe. Komitet czyni też starania, by duża impreza kajakowa była nazwana Ich imieniem – w jej ramach byłyby wręczane nagrody dla najlepszych kajakarzy.
Niebawem przedstawimy koszty akcji poszukiwawczej.
Musimy jednak pozostawić środki na wysłanie naszego przedstawiciela na proces sądowy w Peru.
Tagi:
Jeszcze raz dziękujemy wszystkim ludziom dobrej woli, którzy w jakikolwiek sposób wspomagali naszą akcję poszukiwawczą, dzięki którym została wyjaśniona tajemnica zaginięcia i śmierci Celinki i Jarka
Rodzina i przyjaciele
Tagi:
Celinka i Jarek
zginęli w innych okolicznościach niż podawaliśmy wcześniej (9 lipca 2011).
W dniu 15 lipca Tomasz Surdel napisał, że:
„Roger Mauricio Ruiz, 40-latek.(…) przyznał się do zabicia Jarka. Wystrzelił mu w pierś ze strzelby. Wcześniej jednak strzelał jego siostrzeniec, Fredy Ruiz Garcia (ur. 1988), który zabił – także strzałem ze strzelby – Celinę. Potem jeszcze trzecia osoba, wystrzeliła do nich kilka strzał z łuku.
Roger wyjaśnił, że do zbrodni doszło na rzece. Kajakarze spokojnie płynęli, a oni gonili ich swoją łodzią aby zabić.
Z jego wyjaśnień wynika, że prowodyrem był jego siostrzeniec, który dostrzegł Celinę i Jarka i pobiegł do niego mówiąc, że po rzece płyną pelecaras (typ pishtaco) i trzeba ich zabić. Wywiązała się kilkuminutowa dyskusja, w takcie której jedni twierdzili żeby zostawić gringos w spokoju, inni żeby jednak zabić. Zwycięża w końcu druga opcja – Roger, Fredy i jeszcze 3 inne osoby wsiadają do peque-peque (lokalny typ łódki) i gonią kajakarzy. Gdy się z nimi zrównują, bez zadawania żadnych pytań strzelają.”
Więcej szczegółów podał Piotr Kaliszek we Wiadomościach Strony Wszystkich Kajakarzy
Rodzina i przyjaciele
Tagi:
Z ogromnym bólem informujemy o tragicznej śmierci
Celiny Mróz i Jarosława Frąckiewicza.
Odeszli ludzie wielkiego serca, skromni i życzliwi,
otwarci na świat i innych.
Zarażali otoczenie swoim entuzjazmem,
gromadząc wokół ogromną liczbę przyjaciół.
Pozostaną na zawsze w naszej pamięci,
będziemy dzielić się z innymi tym
ciepłem i radością życia, jakie od Nich otrzymywaliśmy.
Trudno będzie nam bez Nich żyć …
Msza św. i intencji Celinki i Jarka zostanie odprawiona 14 lipca w Gdańsku
(kościół pw. Św. Mikołaja – u Dominikanów, ul. Świętojańska 72) o godz. 20.00.
Rodzina i Przyjaciele
Tagi:
Tomasz Surdel, prowadzący w Peru akcję poszukiwawczą zaginionych powiadomił nas z miejscowości Atalaya nad rzeką Ukajali, że
Celinka i Jarek nie żyją.
Ci bardzo doświadczeni i ostrożni kajakarze nie stracili życia na rwącej rzece, zginęli zabici przez mieszkańców wioski poniżej Atalaya. Zwłoki Indianie wrzucili do rzeki. Powodem była rzekomo legenda o białych kręcących się po okolicy i mordujących Indian. Śledztwo w tej sprawie prowadzi lokalna prokuratura.
Wszystkim, którzy od chwili zaginięcia Celiny i Jarka okazali pomoc, zarówno materialną jak i organizacyjną, wspierali nas w ciągu ostatnich tygodni oraz poświęcili swój czas i energię, angażując się w poszukiwania, serdecznie dziękujemy. Bez Waszej pomocy ustalenie prawdy o tym, co stało się z Celiną i Jarkiem byłoby bardzo trudne.
Rodzina i przyjaciele
Sprostowanie (wpisu dokonano 16 lipca 2011)
Celinka i Jarek zginęli w innych okolicznościach niż podaliśmy wyżej.
Więcej szczegółów podał Piotr Kaliszek w Wiadomościach na Stronie Wszystkich Kajakarzy
Tagi:
Akcja poszukiwawcza zaginionych w Peru Celinki i Jarka trwa.
Prowadzona jest przez osoby w pełni kompetentne.
Komunikaty na ten temat umieszczane są na bieżąco na Facebooku:
“Celina i Jarek zaginieni w Peru”
Najlepszą pomocą w tej chwili jest zebranie jak największych funduszy
- im więcej środków zbierzemy tym szersze poszukiwania zostaną zorganizowane.
PROSIMY O WPŁATY.
Nr konta podany jest w panelu obok – oraz w poprzednim wpisie.
Dziękujemy serdecznie wszystkim, którzy już zasilili konto “Ratunek Peru”.
Wpis w imieniu rodziny i przyjaciół – Krysia
Tagi:
Powtarzam apel brata Celinki z komentarza:
“Jarek i Celina nie przylecieli do Polski. Wiadomo że nie pojawili się na lotnisku w Limie. Ich zaginięcie zostało zgłoszone na policję i do ambasady polskiej w Limie.
Jeżeli ktoś ma jakieś pomysły dotyczące organizacji poszukiwiań lub instytucji które mogłyby pomóc w odnalezieniu Celiny i Jarka proszony jest o kontakt mailowy.
Adres:
b.mroz@lubzel.com.pl
Bogumił Mróz, brat Celiny.”
I jeszcze apel znanego podróżnika Michała Kochańczyka:
“Środowisko podróżnicze Wybrzeża jest zaniepokojone zniknięciem kajakarzy Celiny Mróz i Jarosława Frackiewicza, którzy kajakiem składanym spłynęli w maju dolnym odcinkiem Urubamby i dopłynęli do Ukajali.
Ostatni ślad na ich blogu pojawił się 26 maja br. Wczoraj mieli wrócić do Polski – nie wrócili…
Może zasugerujecie, jakie rozsądne ruchy w tej sprawie, poza naciskami na polskie służby dyplomatyczne w Peru, trzeba zrobić…”
Krysia
Tagi:
Dzisiaj rozpoczynamy splyw na Ukajali. Zobaczymy, jak bedzie nam szlo. Jezeli do osady Bolognesi doplyniemy w ciagu tygodnia, to damy rade dotrzec do Pucallpa w terminie.
Celinka i Jarek
Tagi:
Przedwczoraj na biwaku widzielismy juz swiatla miasta Atalaya. Tutaj ma sie skonczyc nasz splyw Urubamba. Wejscie szybkiej i duzej wody na jeszcze szybsza i wieksza – to zawsze problem. Dodac do tego nalezy, ze Atalaya polozona jest kilka kilometrow powyzej ujscia Urubamby. Nie myslac juz o gorze trudnosci, wzielismy sie za wiosla i ruszylismy. Przed nami jedno duze, godzinne zakole, po ktorym mialo byc ujscie. Nigdy juz nie bedziemy wiedziec, czy i jak poradzilibysmy sobie sami z dotarciem do Atalaya.
Kiedy zblizalismy sie do ujscia, podeszla do nas piroga na motorku. Jej zaloga zaoferowala nam doholowanie do samej Atalaya, gdyz jej zdaniem, dojscie pod prad na wioslach jest niemozliwe. Ufajac w doswiadczenie miejscowych, przystalismy na propozycje, lekko zbijajac cene. Z kajaka przeszlismy na piroge i wiazac kajak do jej lewej burty, ruszylismy w droge. Rzeczywiscie, nurt Ukajali byl niezwylke silny. Szedl brzegiem dlugich kamienistych plaz. Walczac caly czas z pradem, piroga podeszla na wysokosc miasta Atalaya i promujac sie pod prad, doszla do malej przystani. Pomyslec tylko, ze znowu nam sie udalo. W najlepszym przypadku, czekalyby nas dwa dni uciazliwego burlaczenia, a tak jeszcze przed poludniem bylismy na miejscu. Zaoszczedzilismy mase sil i czasu, a na dodatek przeplynelismy piroga kawal drogi. Bez Indian trudno jest na Urubambie.
Celinka i Jarek
Tagi: