Składakiem przez świat

Blog Jarka Frąckiewicza i Celiny Mróz

20 sty 2010 · 2 komentarze · Bez kategorii

Cześć Adamie,
Wynajęcie kanadyjki kosztuje około 35 CAD na dzień. Ale może kuzynka ma kanadyjkę i wam pożyczy? Na pewno możecie popływać w Algonquin Park. Ale trzeba już teraz rezerwować miejsca. Niech wam kuzynka w tym pomoże. W Internecie jest mnóstwo informacji o trasach i cenach w Algonguin Park. To link do cen: http://www.parkreports.com/fees/backcountry.php?year=2008
Rzuciłam na nie okiem, wstawiając link i zauważyłam, że ceny są z 2008 roku. W 2009 roku cena za osobę na dobę wynosiła we French River Provincial Park 9,50 CAD, a na tej stronie jest jeszcze 8,40 CAD. Czyli prawdopodobnie podane ceny dotyczące Algonquin Park też nie są aktualne.

Opisy szlaków kajakowych w Kanadzie znajdują się na stronie „Canadian Canoe Route”, http://www.myccr.com/
Odszukasz tam opisy wszystkich tras i rzek alfabetycznie. Na przykład całe morze informacji o tym jak kajakować w Algonquin Park znajdziesz tutaj: http://www.myccr.com/SectionForums/viewtopic.php?f=107&t=33991
O Mattawa River http://www.myccr.com/canoedb/routeDetails.php?routeid=143,
a o French River: http://www.myccr.com/SectionForums/viewtopic.php?f=107&t=33992

Poza tym na tej stronie istnieje forum dyskusyjne podzielone na poszczególne prowincje, na którym po zarejestrowaniu można zadać pytania i poradzić się. http://www.myccr.com/SectionForums/
Oto link do wątku zainicjowanego na temat naszej trasy przez naszego przyjaciela:
http://www.myccr.com/SectionForums/viewtopic.php?f=107&t=31866&p=296272&hilit=+french+river
Zaglądnęłam do niego, pisząc list do ciebie i okazało się kanadyjkarz Erhard, z którym się spotkaliśmy, przesłał już po naszym powrocie do Polski zdjęcie z naszego spotkania w Toronto i dopisał zakończenie wątku.
A to wątek na forum, który my zapoczątkowaliśmy: http://www.myccr.com/SectionForums/viewtopic.php?f=107&t=33190

Pozdrowienia, Celina

→ 2 komentarzeTagi:

Egipska pomoc.

2 lis 2009 · Brak komentarzy · Bez kategorii

Pora wyplywac z Auanu, a nie mamy pieniedzy. Przed zamknietym bankiem na sluzbie mlody zolnierz. Widzac, ze jestesmy w klopocie, rzuca pas pod mur, podbiega do nas i juz niby jako cywil oferuje pomoc. On wie, gdzie sa czynne automaty do wymiany pieniedzy. 200 metrow dalej stala taka maszyna. Zolnierz pomaga nam ja obsluzyc. Wrzuca studolarowke i nic. Na szczescie maszyna wypluwa ja z powrotem. Zolnierzja ja lapie, gniecie w garsci i ponawia probe. Ja piszcze ze strachu; pogniecionych pieniedzy w Egipcie sie nie wymienia. Banknot znow idzie do maszyny, maszyna go przezuwa i znowu nic. Nam robi sie niewesolo, ale wojak nie traci entuzjazmu i prowadzi jeszcze 100 metrow dalej. Ku jego zaskoczeniu kolejny bank jest otwarty. Dziekujemy mu serdecznie za pomoc i rozstajemy sie. W banku spedzamy okolo 15 minut. Gdy wychodzimy ku naszemu zaskoczeniu nasz zolnierz nadal stoi. Wiemy, o co chodzi – o bakszysz. Otrzymuje 5 funtow, ale nie widac aby byl z tego zadowolony. Faktycznie to nieduzo, bo pozostawiony w tym czasie bez opieki bank mogl byc obrabowany.

Chcemy byc sprawiedliwi. Podczas naszej podrozy spotykalismy sie rowniez z bezinteresowna pomoca. Taka wlasnie bylo przeprowadzanie nas przez jezdnie w Kairze. Mlodzi, widzac nasze obawy, bez wahania rzucali sie miedzy samochody, a my za nimi jak za zywa tarcza przebiegalismy przez jezdnie. Wystarczylo dziekuje.

Cali i zywi, Celinka i Jarek

→ Brak komentarzyTagi:

Zwiedzanie ze skladakiem pod lozkiem.

1 lis 2009 · Brak komentarzy · Bez kategorii

To bylo jasne, ze w Egipcie program turystyczny bedzie bardzo bogaty i musi wspolgrac ze splywaniem. Udalo nam sie te dwie rzeczy polaczyc, glownie dlatego, ze gdy trzeba bylo, mielismy kajak pod pacha. Majac skadak, mozna bylo skorzystac z kazdego srodka transportu. Na przyklad policja zaladowala nas do busa i odwiozla do Luksoru. W Kairze skladak na dachu taksowki nie utrudnial poszukiwan taniego hotelu. Majac kajak pod lozkiem, spokojnie zwiedzalismy wspanialosci Egiptu.

We wtorek jestesmy wreszcie na polskim piwie przy nadmorskich bulwarach w Gdansku, Celinka i Jarek

→ Brak komentarzyTagi:

Znaja nas w Luksorze.

29 paź 2009 · 1 komentarz · Bez kategorii

Jestesmy 5 dni w Luksorze, wszyscy nas znaja, a Jarek zdobyl 4 przezwiska. Troche mu zazdroszcze.
1) Alibaba – to z powodu brody. Jak sie tu nazywa jego 40 kumpli, nie wiemy.
2) Arafat – wiadomo dlaczego, bo paraduje owiniety arafatka.
3) “One pound” – Kiedy odkrylismy, ze tak naprawde szklanaka herbaty kosztuje tu 1 funta lub mniej, a turysci placa piatala albo i wiecej, odtad Jarek przed zajeciem miejsca w herbaciarni ustala cene, mowiac – “One glass of tee, one pound”. Teraz go witaja jako “One pound”.
4) “One bootle”, gdyz pijemy na spolke butelke piwa “Stella”. Piwo kiepskie, wiec go nie naduzywamy.

Spacerujacy po ulicach Luksoru Jarek zaczepiany jest na 4 sposoby. A ja to co?

Dzisiaj wieczorem powracamy do Kairu, Celinka i Jarek

→ 1 komentarzTagi:

Biwaki nad Nilem.

28 paź 2009 · 1 komentarz · Bez kategorii

Z miejscem pod namiot nad Nilem bylo krucho. Trafialy nam sie dwa typy biwakow. Pierwszy na rozleglych mokradlach pocietych pastwiskami. Tutaj kepa wysuszonych traw pozwalala na postawienia namiotu. Ale uwaga! Suche miejsca byly zapaskudzone odchodami krow, oslow i wielbladow. Bylismy zmuszeni to polubic.

Najspokojniejszy i najladniejszy byl drugi typ biwakow na skrajach plantacji. Wygladaly one jak rajskie ogrody: palmy, bananowce itp. Nalezalo tylko uwazac, czy w nocy nie robi sie mokro. Plantacje byly solidnie nawadniane. Zdarzylo sie nam przenosic namiot w srodku nocy, bo naplynela woda.

Oczywiste, ze biwaki zakladalismy tylko w cieniu drzew.

W ciaglym upale, wygoda i wytchnieniem byl brak gryzacego robactwa. Komara nad Nilem nie uswiadczysz. Mroweczki faraona chodzily swoimi sciezkami. Niekiedy zagoscily jakby zwyczajne domowe muchy, ale nie byly dokuczliwe.
W sumie jakos sie biwakowalo.
Pozdrowienia z Luksoru, Celinka i Jarek

→ 1 komentarzTagi:

Klasyczna turystyka u kajakarzy.

25 paź 2009 · 1 komentarz · Bez kategorii

Wyjezdzajac z Polski, mielismy taki plan wyprawy egipskiej; po przylocie do Kairu przez dwa dni zwiedzamy co najwazniejsze czyli piramidy i co tam jeszcze sie uda; potem jedziemy do Asuanu, gdzie realizujemy kompletny program turystyczny; nastepnie siadamy do kajaka i z niego docieramy do wszystkiego co po drodze do Luksoru; sam Luksor zostawiamy sobie na koniec.
Kair i Asuan obskoczylismy wg planu. Schodzac na wode w Asuanie, wiedzielismy juz, ze przybijanie kajakiem do turystycznych miejscowosci nad rzeka jest ryzykowne. Dlatego odpuscilismy sobie pare slynnych swiatyn po drodze. Jak wiecie, zycie wprowadzilo dalsze poprawki. W Luksorze znalezlismy sie o 3 dni wczesniej. Majac teraz wiecej czasu, niespiesznie smakujemy egipskie wspanialosci. Nadal jest super. W roli zwyczajnych turystow czujemy sie dobrze.
Celinka i Jarek
PS:
Serdeczne podziekowania dla Krysi, naszego koordynatora komorkowo – blogowego. Dzieki niej mielismy stala lacznosc z Wami. Do zobaczenia Krysiu w Gdansku.

→ 1 komentarzTagi:

SMSy nie wyslane podczas splywu Asuan Luksor

24 paź 2009 · Brak komentarzy · Wyprawa

Czwartego dnia dobijamy do brzegu, nie zauwazajac, ze laka jest wioskowa przystania. Gotujemy obiad i raptem jestesmy otoczeni gromada chlopcow, cwiczacych na nas swa dwuzdaniowa angielszczyzne: “What’s your name?, “Where are you from?” Zmykalismy na wode az sie kurzylo.

Tak dalej plynac nie sposob. Podroznicy nie moga sie bac kontaktow z miejscowymi. Pierwsza proba; Jarek idzie na zakupy do wioski, a ja zostaje przy kajaku. Do sklepu prowadzila i odprowadzala omal cala wioska. Ja w tym czasie otworzylam dla dzieciarni szkolke angielskiego. Pierwszy sukces!

Calodzienny biwak to szansa na nabranie do siebie zaufania. Mieszkancy wioski razem z dziecmi wedkuja przy naszym biwaku, a my siedzimy razem z nimi nad rzeka, rozmawiajac z niewielkim rozumieniem. Ale to wystarcza. Jest milo. Przy odplywaniu Jarek poszedl do wsi pozegnac sie i wrocil z dwoma bochenkami chleba i butelka mleka. Bez bakszyszu!

Nie zawsze bylo tak dobrze. Na innym biwaku po sympatycznym spotkaniu z gospodarzem plantacji i zyczeniu sobie “Good night!”, w calkowitych ciemnosciach przychodza pod namiot jakies dwa plantacyjne typki, domagajac sie 200 funtow na nauke angielskiego. Noc uplynela nam z siekierka pod glowa i latarka w reku. Nazajutrz rano przyznalismy, ze mielismy raczej do czynienia z nachalnym zebractwem niz z wymuszeniem pieniedzy.

Jednak najgorsza jest agresja dzieci bez nadzoru doroslych. Zdumiewal nas ich nasmiewczy, zlowrogi stosunek do nas. Nie mozemy zrozumiec, dlaczego te dzieci tak sie zachowuja.jedyny sposob na nich, to zwijac sie z brzegu i odplywac.
Pozdrowienia, Celinka i Jarek

→ Brak komentarzyTagi:·

SMSy ze splywu Nilem z Asuanu do Luksoru.SMS 16

23 paź 2009 · 2 komentarze · Wyprawa

Dzisiaj rano (23-10-2009) policja nas zatrzymala! Niepotrzebnie biwakowalismy tuz przy zaporze w Esna. Gdybysmy odplyneli godzine w dol Nilu, byc moze wszystko by się udalo. Po staranych wyjasnieniach na posterunku policji pod jej troskliwa opieka zostalismy odwiezieni do Luksoru.
Splyw sie skonczyl.
Celinka i Jarek

→ 2 komentarzeTagi:·

SMSy ze splywu Nilem z Asuanu do Luksoru.SMS 15

23 paź 2009 · Brak komentarzy · Wyprawa

Pierwsze 3 dni splywu biwakowalismy niczym zajace pod miedza: schowac sie aby nikt cie nie widzial. Nie chcielismy aby oblegano nas tak natarczywie jak na ulicach Asuanu. Udalo nam sie to na trzech pierwszych biwakach. Celinka i Jarek

→ Brak komentarzyTagi:·

SMSy ze splywu Nilem z Asuanu do Luksoru.SMS 14

22 paź 2009 · 2 komentarze · Wyprawa

Zrobilsmy przenoske wokol zapory w Esna. Wycieczkowce sie sluzuja. Prawie pewne, ze nas by pochwycono. Dlatego zrobilismy objazd samochodem przez posterunki policji. Impreza na 50 zl. Przed nami 60 km do Luksoru.
Celinka i Jarek

→ 2 komentarzeTagi:·