Składakiem przez świat

Blog Jarka Frąckiewicza i Celiny Mróz

Kleszcze

14 października 2008 · Brak komentarzy · Bez kategorii

Kleszcze.
Przed wyjazdem otrzymaliśmy wiadomość, że w Ałtaju trapi ludzi plaga kleszczy. Nie byliśmy tym zbudowani, pocieszalimy się wpomieniem o podobnych historiach u nas w kraju. Niby miały wyjątkowo się rozpanoszyć, kąsać i to chorobliwie, ale kiedy przyszło co do czego, to poza jaimiś tam sporadycznymi przypadkami, o żadnej infekcji i zagrożeniu nie mogło być mowy. Liczyliśmy, że i tym razem będzie podobnie. Niestety, zawiedliśmy się. Pierwszego dnia nic, ale w następnym, podczas krótkiego odpoczynku Wiesiek poderwał się i wykrzyknął: „Jarek, kleszcze łażą po wiośle”. Rzeczywiście jakieś małe dwa żuczki spacerowały sobie po wiosle ale żeby od razu miały to być kleszcze – to wątpiłem. W nocy prawda była goła jak kleszcz na udzie. Było tego mnóstwo. Codziennie wydrapywaliśmy po kilkanaście sztuk tego paskudztwa. Ałtajski kleszcz jest większy od rodzimego i może przez to łatwiej go po prostu paznokciem wydłubać. W dzień spotkania z nim nie sprawiały kłopotu, był i zraz usuwało się go. Gorzej nocą .Przypadek skrajny, gdy budziło swędzenie. Wiadomo było, że bestia już dobrze się wgryzła w miękkie twego brzucha i łatwo nie odpuści. Raz pomagałem sobie nożem, tak sprawę zaniedbałem. Po takim, zabiegu pozostawała ranka dość rozległa, źle wyglądająca, gojąca się powoli. I na tym się kończyło, tak w ogóle, można z kleszczami nauczyć się żyć, a w siłę różnych anty środków powątpiewam. . Będąc w temacie wspomnę, że nie trapiły nas komary. Ałtaj jest od nich wolny i jeśli wierzyć miejscowym, ma być to skutek cedrowych lasów w których robactwo to się nie pleni. Na Obie pokazywały się już komary, można było skutecznie chronić się przed nimi, stawiając biwak na skraju piaszczystych łach. Wieczorny wiatr natrętów wywiewał. J.F.

Tagi:

0 komentarzy ↓

  • Na razie nie ma komentarzy, napisz coś!

Napisz komentarz