Sprzęt na kanadyjską wyprawę.
Celinka swoje a ja swoje. Na mojej głowie cała materialna strona wyjazdu do Kanady. Musiałem podjąć się wielu prac wymagających umiejętności ślusarskich, kaletniczych – te są najważniejsze – krawieckich i już nie wiem jakich. Kajak po Turcji niby miałem w porządku, poważniejszych zniszczeń nie było ale i tak robota ciągnęła się bez końca. Na Turcję nasz kajak robił za morską jedynką, teraz musiał wrócić z powrotem do klasycznej dwójki. Montowanie gretingów siedzisk, pedałów, drobne reperacje, trzymały mnie w piwnicznym warsztacie z tydzień. Dobrze byłoby gdyby nie rdza, która wdarła się w stalowe elementy żeber. Sól morska zajęła się nimi bezlitośnie, skracając żywotność konstrukcji, nie na tyle jeszcze, aby w tym roku wyjazd z moim kajakiem był wykluczony. Wiem, że coś takiego niebawem się zdarzy i będzie bieda. Kolejne prace, to klejenie kilku nowych tramów. Co to za robota, wiedzą o tym dobrze użytkownicy składaków. Mam wprawę, wiem jak za to się zabrać, wiec uparcie, choć bez entuzjazmu, zdarłem zniszczone pasy gumy, wyczyściłem z resztek kleju kapeć i nakleiłem dwa nowiusieńkie tramy. Jeśli nic się na wodzie nie wydarzy, do przyszłego roku z powłoką będę miał spokój. Majstrowanie dla mnie jest pasją, a jest jakiś dobry, nośny pomysł, to już na jego realizację sił i woli u mnie jest dosyć. Tym razem podjąłem kolejną próbę sporządzenia sobie wygodnych i praktycznych półeczek w kajaku, na wiele rzeczy, które podczas pływanie muszą być pod ręką. Aparaty fotograficzne, kamera, mapa, GPS, i szereg innych mniej ważnych drobiazgów ,nie mogły dotąd znaleźć właściwego im miejsca. Zawsze były gdzieś wciśnięte a to z tyłu w rufie kajaka,a to gdzieś z boku. I co by się nie robiło, zawsze gniotły się pomiędzy innymi bambetlami. Kiedy trzeba było po nie sięgnąć, niechęć np. do wysiłku wyszukania aparatu była tak silną, że wystarczał byle jaki pretekst aby odstąpić od pomysłu fotografowania. Teraz powinno być z tym lepiej. Z resztek sieci rybackiej znalezionej w Turcji, uszyłem dwie półki, które ułatwią korzystanie z owych gadżetów .Pomysł mój nie jest zupełnie oryginalny, bo kiedyś przed wielu laty, zobaczyłem i zapamiętałem dwie kieszenie w które był wyposażony składak typu Delfin. Miejsce owych kieszeni zastąpią odtąd moje półki. Jak się pomysł sprawdzi, to ze swoją radością kryć się nie będę – wszystko opowiem i opiszę Przed czekającymi nas falami na wielkich jeziorach jak i przed deszczem na wodzie, zabezpieczyć ma nas fartuch. Tutaj też wprowadzam pewną nowość, sprawdzoną podczas pływania w Turcji. Polega ona, moim zdaniem, na łatwiejszym mocowaniu fartucha na kajaku, który dodatkowo, jest bardziej szczelny w stosunku do tradycyjnego rozwiązania. Poprzestałem na dwóch otwartych kokpitach, na które nie nakłada się kolejnych mniejszych fartuszków. Trzymamy się założenia, że jeśli już zbyt często i zbyt wielkie fale zaczną nam wskakiwać na pokład, to pływanie wówczas przerywamy. To już też jest gotowe. O całej masie drobnego szycia wspominać już nie uchodzi, mam je wreszcie za sobą. Intryguje nas teraz nowa kwestia – co wziąć z ubrania. Przyzwyczailiśmy się do „tropików”. Tam tak grzało, że cały dzień człowiek tylko w jednych majtkach, a w nocy to i tak było za gorąco. To się teraz zmieni. Nasza Kanada przebiegać będzie mniej więcej pod tą samą szerokością geograficzną, pod którą my się znajdujemy. Klimat podobny. Więc trochę szmat i to na dwa miesiące trzeba ze sobą zabrać. Układamy więc dwa stosiki fatałaszków, omawiamy, co jest wyborem trafionym, bez czego ani rusz, a co można sobie darować. Ciężar, waga tego bagażu jest czynnikiem decydującym. Jak się z tym uporamy, to będziemy gotowi. Jak to wszystko będzie wyglądało przed samym wylotem, zdążę jeszcze opowiedzieć.
Jarek.
1 komentarz ↓
1 Krzysztof Stankiewicz // 1 cze 2009 · 21:32
Gratuluję Jarku i zarazem zazdroszczę Ci … i tu nie chodzi li tylko o Wasze eskapady ale także o to, że oboje kochacie kajaki…z moją ładniejszą połową niestety tak nie jest…
Napisz komentarz