Pora wyplywac z Auanu, a nie mamy pieniedzy. Przed zamknietym bankiem na sluzbie mlody zolnierz. Widzac, ze jestesmy w klopocie, rzuca pas pod mur, podbiega do nas i juz niby jako cywil oferuje pomoc. On wie, gdzie sa czynne automaty do wymiany pieniedzy. 200 metrow dalej stala taka maszyna. Zolnierz pomaga nam ja obsluzyc. Wrzuca studolarowke i nic. Na szczescie maszyna wypluwa ja z powrotem. Zolnierzja ja lapie, gniecie w garsci i ponawia probe. Ja piszcze ze strachu; pogniecionych pieniedzy w Egipcie sie nie wymienia. Banknot znow idzie do maszyny, maszyna go przezuwa i znowu nic. Nam robi sie niewesolo, ale wojak nie traci entuzjazmu i prowadzi jeszcze 100 metrow dalej. Ku jego zaskoczeniu kolejny bank jest otwarty. Dziekujemy mu serdecznie za pomoc i rozstajemy sie. W banku spedzamy okolo 15 minut. Gdy wychodzimy ku naszemu zaskoczeniu nasz zolnierz nadal stoi. Wiemy, o co chodzi – o bakszysz. Otrzymuje 5 funtow, ale nie widac aby byl z tego zadowolony. Faktycznie to nieduzo, bo pozostawiony w tym czasie bez opieki bank mogl byc obrabowany.
Chcemy byc sprawiedliwi. Podczas naszej podrozy spotykalismy sie rowniez z bezinteresowna pomoca. Taka wlasnie bylo przeprowadzanie nas przez jezdnie w Kairze. Mlodzi, widzac nasze obawy, bez wahania rzucali sie miedzy samochody, a my za nimi jak za zywa tarcza przebiegalismy przez jezdnie. Wystarczylo dziekuje.
Cali i zywi, Celinka i Jarek
0 komentarzy ↓
Na razie nie ma komentarzy, napisz coś!
Napisz komentarz